Late Summer Festival – koncerty nad Maltą w Poznaniu

late summer festival Poznan

Late Summer Festival nie był idealny… i nie chodzi tylko o pogodę

 

Ralph Kaminski late summer festival poznan

W Poznaniu w końcu odbył się festiwal muzyczny! Gdynia na Openera, Warszawa ma Orange Warsaw Festival, Kraków Live Music, Olsztyn green festival a Poznań nigdy nie miał nic. Jestem z Poznania ale z bólem serca jest mi to przyznać, że ze wszystkich festiwali organizacja na late summer festival była najgorsza. Wiem, że to dopiero pierwsza edycja i pewnie każdy wyżej wymieniony festiwal też tak rozpoczynał ale tutaj naprawdę organizacja była kiepska.


Źle, że zaczęłam od negatywów ale może lepiej zacząć od negatywów i skończyć na pozytywnych aspektach. Po pierwsze to nagłośnienie. Było źle dobrane. Gdzie był dźwiękowiec? Basy zagłuszały wokalistów.  Po drugie brak telebimów. Na każdym festiwalu, przy dużej scenie są telebimy (nawet n Juwenaliach w Poznaniu). Nie z każdego miejsca widać dobrze to co dzieje się na scenie. Telebimy byłyby bardzo przydatne, szczególnie, że kilku artystów schodziło do publiczności z przodu i wtedy osoby, które były trochę dalej nie wiedziały co się dzieje.


Po trzecie parasole. To nie jest wina organizatorów ale ludzi na festiwalu. Rozumiem, że przez cały festiwal padał deszcz, ale trzeba też zwrócić uwagę na osoby, które stoją za parasolem. Większość osób chyba nie zdawała sobie sprawy, że parasolem można wybić komuś oczy. Dodatkowo parasole zasłaniały cały widok na scenę. Byłam świadkiem tego jak ktoś zwrócił jakiejś dziewczynie uwagę aby podniosła parasol wyżej bo inna osoba całkowicie nie widziała co dzieje się na scenie. Parasol został podniesiony dosłownie na moment i komentarz dziewczyny do jej koleżanki brzmiał: zazdrości, że mamy parasol. Wszyscy byliśmy przemoknięci więc parasole mogłyby zniknąć na czas trwania koncertów.

 

Po czwarte, brak możliwości opuszczenia i powrotu na festiwal. Deszcz na pewno przestraszył wiele osób i niektóre z nich nie dotrwały do końca koncertów. Dobrze by było gdyby można było pójść do samochodu po coś dodatkowego do ubrania lub do sklepu po pelerynę przeciwdeszczową.

Początek koncertów, czyli występ Kamila Pivota


A teraz przejdziemy do koncertów. Swoją przygodę z festiwalem rozpoczęliśmy od koncertu Kamila Pivota. Koncert odbywał się na małej scenie i rozpoczął się o 16:35. Pod sceną znajdowała się garstka ludzi ale znakomicie znali teksty piosenek i śpiewali razem z artystą. Koncert uważam, za udany chociaż na codzień nie słucham tego wokalisty.

Ralph Kamiński, magiczna aura i pożegnanie z morzem

Kolejnym koncertem był występ Ralpha Kamińskiego na dużej scenie. Staliśmy bardzo blisko sceny. Ralph jest jednym z moich ulubionych polskich wokalistów. Nie ukrywam, że z niecierpliwością czekałam na jego koncert. Na scenie pojawił się o 17:05 wraz ze swoją orkiestrą. Na koncercie Ralpha Kamińskiego byłam już dwa lata temu na Open’erze i tam na scenie nie było orkiestry. Tutaj zrobiła ona ogromnie pozytywne wrażenie. Idealnie dopełnia głos Ralpha. Na koncercie czuło się magię. Niesamowity głos w połączeniu z instrumentami jest niezapomnianym przeżyciem. Bardzo dużo osób znało teksty piosenek i śpiewało wraz z artystą (w tym oczywiście ja). Koncert Ralpha był ostatnim pożegnaniem z trasą koncertową albumu Morze. Mam nadzieję, że Ralph szybko powróci z nowym repertuarem.

Trochę polskiego rocku z energiczną Darią Zawiałow w roli głównej

Następnie mieliśmy przyjemność posłuchać repertuaru z płyty “Akysz” Darii Zawiałow. Był to zdecydowanie bardziej energiczny koncert niż koncert Ralpha Kamińskiego ale to po prostu inny rodzaj muzyki. Piosenki Darii Zawiałow poznałem można powiedzieć dopiero na jej koncercie. Wcześniej w radio słyszałem może dwa utwory w tym “Jeszcze w zielone gramy”, którego niestety zabrakło na Late Summer Festival. To naprawdę miłe zaskoczenie, kiedy jesteś na koncercie artysty, którego twórczością nie interesowałeś się wcześniej a na koncercie podobają Ci się wszystkie utwory. Pomimo złej pogody na koncercie bawiłem się świetnie i oby Daria Zawiałow wraz ze swoim zespołem szybko wróciła do Poznania może wtedy będę miał przyjemność usłyszeć na żywo piosenkę “Jeszcze w zielone gramy” Wojciecha Młynarskiego w jej wykonaniu. Daria Zawiałow to naprawdę świetna rockowa wokalistka i z niecierpliwością czekam na jej nowy album, który zapowiedziała na koncercie.

Nowe wcielenie Katarzyny Nosowskiej

Kolejnym koncertem był występ Katarzyny Nosowskiej. Przed koncertem zastanawialiśmy się czy Kasia będzie miała swoją szaloną fryzurę z klipu Ja pas! i nie myliliśmy się. Na głowie miała burzę włosów. Wygląda kompletnie inaczej niż za czasów koncertów z grupą Hey (grzeczna fryzura z prostymi włosami). Na koncercie oczywiście nie zabrakło tytułowej piosenki nowej płyty Ja pas! oraz starszych utworów wokalistki np. Jeśli wiesz co chce powiedzieć z albumu Puk.puk wydanego w 1996 roku. Ruchy sceniczne Katarzyny Nosowskiej wzbogaciły się o kilka widowiskowych akrobacji, oczywiście jeżeli porównujemy te ruchy do poprzednich koncertów w których tak jak śpiewa w nowej piosence “Stoi na scenie od ćwierć wieku jak słup”. Mimo wszystko artystka ma wspaniały kontakt z publicznością.  Katarzyna Nosowska zaprosiła nas na trasę koncertową z nową płytą. Na pewno się wybierzemy! Swoją drogą dzisiaj Katarzyna Nosowska ogłosiła datę wydania nowej płyty, która ukaże się 12 października i już możemy odsłuchać jej nowy utwór pt. “Nagasaki”.

Czarujący Tom Odell

W końcu nadszedł czas występu artysty, na którego dość długo czekaliśmy. Ostatnio widzieliśmy go na Openerze w 2016 roku. Na scenie pojawił się Tom Odell, artysta, którego koncert to naprawdę dużo pozytywnej energii i świetna komunikacja z publicznością szczególnie pod koniec koncertu. Mieliśmy wrażenie, że robił to lepiej niż na Openerze chociaż ilość osób na koncercie to pewnie nawet nie ¼ publiczności którą artysta miał w Gdyni. Szczególnie miłe było wykonanie utworu wymyślonego na poczekaniu specjalnie dla publiczności. Trzeba przyznać, że ta improwizacja wyszła naprawdę świetnie i sprawiła, że padający deszcz w ogóle już nie przeszkadzał tylko chciało się słuchać kolejnych utworów artysty. Tom Odell dał naprawdę niesamowity i bezapelacyjnie najlepszy koncert tego wieczoru. Zdecydowanie warto było czekać aby usłyszeć jego głos na żywo i dać się ponieść zabawie.

Podsumowując uważamy, że jeżeli w przyszłym roku organizatorzy festiwalu postanowią raz jeszcze spróbować swoich sił w organizacji Late Summer Festiwal w Poznaniu to zdecydowanie warto się na niego wybrać biorąc pod uwagę to, że poprawią oni błędy błędy młodości tego festiwalu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *